Miały być tajną kwaterą Hitlera, czy może wielkimi magazynami złota i bogactw złupionych przez nazistów? A może prowadziły do zakładów zbrojeniowych, laboratoriów chemicznych i atomowych, gdzie toczyły się prace nad niemiecką cudowną bronią – Wunderwaffe?

Riese, czyli Olbrzym, to sieć podziemnych korytarzy w Górach Sowich na Dolnym Śląsku. Nikt nie zna ich przeznaczenia, a nawet dokładnej siatki. Nie wiadomo ile kilometrów korytarzy pozostaje nieodkrytych w powiecie wałbrzyskim, a ile jeszcze planowanych było do wydrążenia. Gdzie miały prowadzić? Czy okolice Walimia miały być połączone z zamkiem Książ? Do tej pory więcej jest pytań, niż odpowiedzi.

Riese, czyli Olbrzym

Góry Sowie. Fot. Shutterstock

Do tej pory nie udało się znaleźć dokumentów jednoznacznie stwierdzających, po co korytarze w Górach Sowich były drążone. Z odnalezionych pism wiadomo jedynie, że w 1943 roku w tamtejszych zakładach włókienniczych zostały przygotowane miejsca dla robotników – pierwotnie kilkuset, kuchnia i biura dla przedstawicieli organizacji nadzorującej budowę. Jesienią tego roku zaczęły powstawać podziemne tunele w okolicy Walimia, Głuszycy, Osówki.

W skrócie, na początku drążenie korytarzy nadzorowało Generalne Kierownictwo Robót (Generalbauleitung). Ale kwatery w zakładach były docelowo przygotowane dla przedstawicieli organizacji Todt (Organisation Todt, OT), która kierowała budową obiektów militarnych Rzeszy, w tym tajnych kwater Hitlera. To budzi przypuszczenia, że takie właśnie przeznaczenie miało mieć podziemne miasto. Organizacja Todt w Góry Sowie dotarła wiosną 1944 roku i stworzyła Wyższe Kierownictwo Budowlane.

Skąd wiadomo, że to właśnie dolnośląskie korytarze to kompleks Olbrzym? Sformułowania Riese Głuszyca czy Riese Walim pojawiają się w odnalezionych pismach z lutego 1944 roku. O planowaniu przez nazistów budowy podziemnego miasta Riese, które miało być najprawdopodobniej siecią kwater wojskowych i obiektów strategicznych, wiadomo z innych odnalezionych dokumentów. W obecności robotników nikt nie używał słowa Riese. Wiedzieli oni zresztą bardzo niewiele.

Przymusowi robotnicy kompleksu Riese

Fot. Shutterstock

Ocalały świadek budowy kompleksu Riese, Hieronim Grębowicz, jeszcze pamięta drążenie tuneli*. W okolicy końca sierpnia 1943 roku, trafił na roboty przymusowe do miejscowości Wüstewaltersdorf, czyli dzisiejszego Walimia. Przed wyjazdem powiedziano mu jedynie, że jedzie pracować w fabrykach. Oficjalnie był to Industriegemeinschaft, czyli wspólnota przemysłowa.

Na miejscu zastał olbrzymią halę po dawnych zakładach włókienniczych w Walimiu, zastawioną łóżkami. Na przymusowe roboty skierowano najpierw kilkaset, a w szczytowym momencie ok. 1500 osób, według Grębowicza nawet 2 tysiące. Z hali chodzili codziennie po kilka kilometrów w jedną stronę przez lasy, aż docierali na miejsce zbiórki i do wlotów tuneli, które drążyli.

Część więźniów, których większość stanowili Polacy, została skierowana przymusowo do Walimia z obozu Gross-Rosen. Pracowali tam m.in. Żydzi i Ukraińcy, a także Rosjanie, którzy przywieźli ze sobą tyfus. Choroba zdziesiątkowała wycieńczonych robotników. Ciała zmarłych przypominały szkielety, wywożono je, jak określił Grębowicz, za górkę. W góry Sowie zostali internowali także Włosi, wygłodzeni, rzucający się na talerze najpodlejszej zupy.

– Poczęstowali nas zupą z buraków pastewnych – opowiada Hieronim Grębowicz, który wspomina buraki jako gorzkie, jak przyprawione piołunem. Przyznawano im bardzo skromne racje żywnościowe: 25 dag chleba, czarną kawę zbożową i kosteczkę margaryny wielkości pół paczki zapałek. Talerz gorzkiej zupy z buraków był świętem.

Starannie wytyczane korytarze. Ale po co?

Fot. Shutterstock

Wybijanie tunelu było wytyczone na mikrony. Każdy miał pełne ręce roboty. Ale nikt nie pytał, po co korytarze są drążone. Nikt nie dociekał, dla kogo pracuje.

– O tym się nie gadało – stwierdza lakonicznie Hieronim Grębowicz. Każdy mógł być agentem. Za nieposłuszeństwo robotnicy byli bici. – Człowiek nie miał pojęcia co to było, a może i Niemcy nie wiedzieli – dodaje więzień Riese. – Zastrzelić się nie wolno było. Nie było czym…

Z 1 grudnia 1943 roku pochodzi pierwsze odnalezione pismo dotyczące tajemniczego kompleksu. Przekazano na budowę Riese aż 150 milionów reichsmarek, a żywność była reglamentowana. Wiadomo, że robotnicy protestowali, bo dostawali za małe racje żywnościowe. Warunki były tak ciężkie, że wielu z nich nie przeżyło. Umarli między innymi z wycieńczenia, a także w wyniku tyfusu. Ponad tysiąc więźniów zostało też według niektórych źródeł zamordowanych w głębi kompleksu Włodarz w Głuszycy. Nigdy nie dowiedzieli się, do jakiego dzieła tak naprawdę się przyczynili.

Korytarze pod Książem

Fot. Kozer, Shutterstock

W ramach Riese prace miały być prowadzone także pod zamkiem Książ. Takie sformułowania można znaleźć w niemieckich dokumentach. Pod twierdzą rzeczywiście istnieje sieć wybetonowanych tuneli. Nie są jednak połączone z tymi w Górach Sowich. W linii prostej miejsca te dzieli niemal 20 kilometrów. Być może połączenie nie zostało odnalezione, ale dalece bardziej prawdopodobne jest, że nigdy nie zostało zbudowane.

Fantazja poszukiwaczy sensacji nie ma końca, jeśli chodzi o przeznaczenie podziemi zamku Książ. Wersji jest wiele: od tajnych kwater nazistów, przez magazyny militariów gdzie skrywano pociski rakietowe V2 lub warsztaty produkcji cudownej broni Wunderwaffe. Te bardziej ekstremalne wersje zakładają, że pracowano nad pojazdami napędzanymi siłą silników antygrawitacyjnych, a tajna broń miała przypominać latające spodki.

Nie da się jednak ukryć, że gdyby połączyć Riese z zamkiem Książ, z dużym prawdopodobieństwem tunel przecinałby istniejącą linię kolejową z Wrocławia do Wałbrzycha w pobliżu stacji Wałbrzych Szczawienko. W miejscu, gdzie na słynnym 65. kilometrze, miał znajdować się Złoty Pociąg.

Wiadomość o pociągu rozgrzała – nie ma w tym przesady – widzów przed telewizorami i czytelników gazet na całym świecie. Wałbrzych stał się sławny jak nigdy, ale temat Złotego Pociągu i złota Wrocławia przeznaczymy już na zupełnie inną opowieść.

Złoty pociąg – czy naprawdę istnieje? (FILM)

Tymczasem ostatecznie ani pociągu, ani nawet tunelu, nie odnaleziono na 65. kilometrze. Mimo to wyobraźnię rozgrzewa fakt, że połączenie kolejowe między Książem a Riese byłoby w tym miejscu idealne. Pod Książem istniała bocznica kolejowa, do której docierały pociągi. Żyją jeszcze świadkowie, którzy to pamiętają.

Odwiedź Riese, Olbrzym czeka

Riese czyli kompleks podziemnych korytarzy w górach Sowich przyciąga dziś wielu turystów w okolice Walimia, Głuszycy, Osówki, Rzeczki, Sobonia, Gontowej i Jugowic w powiecie wałbrzyskim na Dolnym Śląsku. W Głuszycy znajduje się kompleks Włodarz, największe i najbardziej znane muzeum tego typu, w Osówce podziemne miasto. Koniecznie trzeba odwiedzić te niezwykle tajemnicze okolice.

Fot. Wikipedia. Długość korytarzy między wlotami podano w metrach

Dziś część tuneli jest zalana, ale mamy możliwość przepłynąć przez nie łódkami podczas wycieczek z przewodnikiem. Pamiętajmy, by się ciepło ubrać. Bilet normalny do kompleksu Włodarz kosztuje 25 zł, a ulgowy 20 zł.

Na tunele zużyto więcej betonu niż do budowy wszystkich schronów na terenie Rzeszy, a łączna długość odkrytych korytarzy samego tylko kompleksu Włodarz wynosi ponad 3 kilometry. Prace w Górach Sowich trwały do lutego lub marca 1945 roku, kiedy to wkroczyła tam Armia Czerwona.

PS Hieronim Grębowicz urodził się w 1925 roku. Pracując w Walimiu nosił numer obozowy 543. Po około ośmiu miesiącach, gdy przyszedł kwiecień 1944 roku, zaczął myśleć o ucieczce. Pożegnał się z inżynierem. Miał względy u miejscowego Niemca, który pilnował wyjścia. Wyszedł, niby do sklepu, na drugą stronę ulicy, tak jak robił to już wcześniej wiele razy. Tym razem nie wrócił. Wraz z kolegami zbiegł z Walimia pociągiem do Bierutowa. W różowej koszulce, marynarce od krawca i spodniach Hitlerjugend, udało mu się wmieszać w Niemców. Mieszkał następnie kilka lat we Wrocławiu. Szacuje, że przetrwałby w obozie jeszcze trzy, do pięciu miesięcy.

*Liczne ciekawostki poznaliśmy m.in. dzięki witrynie kompleksu Włodarz. Opowieść Hieronima Grębowicza mogliśmy usłyszeć dzięki wywiadowi Grzegorza Sanika Ocalały świadek budowy Riese, opublikowanemu w 2016 roku w serwisie youtube.pl.