Strona głównaTop 10Wykorzystywanie zwierząt w polskiej turystyce ma się dobrze. 5 przykładów, kiedy powinieneś powiedzieć stop

Wykorzystywanie zwierząt w polskiej turystyce ma się dobrze. 5 przykładów, kiedy powinieneś powiedzieć stop

Śnięte węże i szczury macane przez setki turystów, konie padające w drodze na Morskie Oko: niestety takie widoki są w Polsce nadal powszechne. Na widok ludzi, którzy w tak drastyczny sposób wykorzystują zwierzęta i zarabiają na ich cierpieniu, zaciska się pięść. Serwis Polska Zachwyca od zawsze promuje świadomą turystykę, dlatego będziemy takie sprawy nagłaśniać. Oto najgorsze sposoby wykorzystywania zwierząt na turystyce. Apelujemy: bądźcie mądrzejsi od tłumów nieświadomych turystów i powiedzcie nie! Nie korzystajcie z takich pseudoatrakcji i zgłoście to w odpowiednie miejsce.

Węże w Gdańsku

Na Długim Targu w Gdańsku regularnie pojawiają się osoby z wężami, zachęcające do zrobienia sobie zdjęcia za 5 zł. Zapewniają, że zwierzęta nie są agresywne i nie zrobią nikomu krzywdy.

Węże nie są agresywne, bo przez znęcanie się nad nimi w skandalicznych warunkach nie mają nawet siły, by wić się tak jak zdrowe okazy. Bardzo możliwe, że są pod wpływem środków zwiotczających lub narkotyzujących. Robienie sobie zdjęcia z takim wężem tylko napędza ten nieetyczny biznes. Węże są dotykane i przekazywane sobie z rąk do rąk przez setki osób. Boją się i wycofują. Te zwierzęta cierpią i opisywany tu proceder nie jest dla nich niczym dobrym. Według świadków nie otrzymują też wody i przetrzymywane są w nieodpowiednich warunkach.

Czy bezmyślne zrobienie sobie zdjęcie z pytonem jest warte przyczyniania się do znęcania się nad zwierzętami?

Według naszej wiedzy taki proceder odbywa się wbrew sprzeciwu władz miasta, które próbuje zarekwirować węże. Jak widać bezskutecznie, bo wciąż nie ma ku temu odpowiednich paragrafów. Nie jest to łatwe pod względem prawnym. Wiemy, że miasto szukało fundacji, która zajęłaby się wężami po ich zarekwirowaniu.

Podobna sytuacja ma miejsce w Mielnie, gdzie też można spotkać węże, a także w innych nadmorskich miejscowościach. Należy takie postępowanie zgłaszać na policję.

–  Apelujemy, by nie wahać się przed zgłaszaniem policji zachowań, które krzywdzą lub narażają jakiekolwiek zwierzęta na cierpienie czy głód –  mówi serwisowi PolskaZachwyca.pl insp. Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji.

Póki co osoby pokazujące węże w Gdańsku nadal działają.

Konie ciągnące bryczki na Morskie Oko

Konie ciągnące bryczki z turystami na Morskie Oko. Fot. DigitalMammoth, Shutterstock

Koń wykorzystywany do powożenia nie musi być od razu obrazem nędzy i rozpaczy: niektórzy właściciele bryczek dbają o zwierzęta. Konie nie są nadmiernie eksploatowane, są dobrze odżywione i napojone.

Ale to niestety nie jest reguła.

Choć nie każdy koń jest traktowany źle, to z drugiej strony słyszy się o koniach padających w Tatrach, bo są wymęczone wożeniem turystów na Morskie Oko. Wyczerpane zwierzęta ciągną za sobą ogromny ciężar, bo nawet dwa dorosłe ogiery męczą się z bryczką załadowaną po dach turystami. Dodajmy, że nieodpowiedzialnymi turystami.

Korzystanie z bryczki, gdy na Morskie Oko można dojść piechotą, nazwijmy po imieniu: to wstyd. Ani wiek ani stan zdrowia nie powinien tu być wymówką. Być może po prostu nie każdy musi wybierać się w góry. A powiedzmy sobie szczerze: trasa na Morskie Oko ma tyle wspólnego ze wspinaczką górską co ryba z jazdą na rowerze. Do samego końca prowadzi szosa i odcinek ten pokonują samodzielnie nawet osoby na wózkach.

Jeśli widzimy konie w bardzo złym stanie, powinniśmy to zgłosić.

Tu jak najbardziej widząc nieprawidłowości powinniśmy zareagować. By już nigdy nie powtórzyła się sytuacja którą mogliśmy oglądać sprzed kilku lat z drogi do Morskiego Oka przestrzega insp. Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji.

Dodaje, że w 2018 roku uległa zmianie ustawa o ochronie zwierząt. W jej myśl znęcaniem nad zwierzętami jest zadawanie im bólu lub cierpienia albo świadome dopuszczanie do tego. W tym utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania czy utrzymywanie zwierzęcia bez odpowiedniego pokarmu lub wody.

Za znęcanie się nad zwierzętami grożą 3 lata więzienia, a ze szczególnym okrucieństwem od 3 miesięcy do 5 lat. W tym drugim przypadku orzeczenie zakazu posiadania zwierząt jest obligatoryjne.

Toczyły się już przed sądem procesy fiakrów znęcających się nad końmi na trasie na Morskie Oko. Zapadł co najmniej jeden wyrok w zawieszeniu.

Bryczki na rynkach

Bryczki zaprzężone w konie to częsty widok w Krakowie. Fot. Pixabay

Kolejną kwestią są konie na rynkach polskich miast. Często niedostatecznie pojone, stojące cały dzień w upale i wożące turystów. W czerwcu tego roku zamknięto postój dla dorożek na Rynku Głównym w Krakowie, po wielkiej fali upałów. W największy gorąc dorożkarze kryli się w cieniu, a zwierzęta smażyły się wycieńczone w upale. Wyznaczono inne miejsca, które nie są w pełnym słońcu, a także określono godziny, kiedy można korzystać z postojów.

W stolicy Dolnego Śląska także trwa dyskusja na temat koni w centrum miasta. Władze Wrocławia pochylają się nad stworzeniem odpowiednich dokumentów, które regulowałyby wjazd i postój dorożek na Rynku. Przyczyna takiej dyskusji ma podobne źródła jak w Krakowie. Coraz więcej osób zwraca uwagę na warunki, w jakich pracują konie. Dodamy, że Wrocław jest miastem, które wcześniej zakazało działalności cyrków ze zwierzętami na swoim terenie.

Szczury w Kołobrzegu

Fot. Pixabay

Pewna osoba w Kołobrzegu wpadła na doskonały jej zdaniem sposób zarobku i pojawiła się w centrum miasta z dwoma szczurami. Podobnie jak w przypadku węży idea była prosta: za zdjęcie ze zwierzątkiem należało zapłacić, padały też zapewnienia, że szczury są spokojne i nie gryzą. Zwierzaki były wychudzone, wyczerpane i przerażone. Mężczyzna wystawiający szczury pojawiał się na deptaku już dwa lata.

Jedna z osób przyglądających się temu nie stała biernie. Monika Derdziak z fundacji Viva poinformowała Straż Miejską, TOZ i założyła na Facebooku profil Ratujmy Kołobrzeskie Ogonki. Taka postawa jest godna naśladowania. Nie mamy informacji, by mężczyzna powrócił na deptak ze szczurkami.

Wielbłądy we Władysławowie

Fot. Pixabay

Niestety zwierzęta wciąż pojawiają się w Polsce jako atrakcja. Jeśli myślicie, że widok wielbłąda nieco nie pasuje do polskiej nadmorskiej miejscowości, to możecie się nieźle zdziwić we Władysławowie. Tam te zwierzęta obleczone w kolorowe narzuty to atrakcja. Zgodzimy się, że ich miejsce jest gdzie indziej, na pewno nie w zatłoczonym ludźmi polskim kurorcie.

Wielbłąd podobnie jak koń może być używany jako zwierzę przewożące ludzi i towary, ale to nie znaczy że można go nadmiernie eksploatować. Zamęczanie tych zwierząt i stawianie ich jako atrakcje rodem z cyrku jest po prostu wstydem. Jeśli wielbłąd jest agresywny, pluje, wierzga i zarzuca łbem, to oznacza, że jest poddenerwowany i wyczerpany. Może nawet ugryźć. Nie należy wierzyć zapewnieniom, że takie zachowanie jest normalne.

Weronika Skupin
Weronika Skupin
Redaktor serwisu PolskaZachwyca.pl, która z pasją odkrywa i opisuje kolejne piękne miejsca w Polsce. Częściej wybiera plecak, hostel i eskapady w nieznane miejsca, niż walizkę, hotel i zorganizowane wycieczki. Wieloletnia dziennikarka prasowa. Jest saunamistrzem i startuje w zawodach saunowych. Odpręża się czytając książki, w wolnych chwilach biega. Uwielbia gry planszowe.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NAJPOPULARNIEJSZE